Pracownik prosi ChatGPT o podsumowanie maili. Jeden z e-maili zawiera ukryte instrukcje — białe litery na białym tle, niewidoczne dla człowieka. Agent AI odczytuje je, wykonuje i po cichu wysyła wrażliwe dane na serwer atakującego. Użytkownik nic nie klika. Nic nie widzi. Całość dzieje się w chmurze dostawcy AI.
Tak działa ShadowLeak — podatność zero-click odkryta przez Radware w funkcji Deep Research ChatGPT. OpenAI ją załatało, ale badacze niemal natychmiast znaleźli obejście: ZombieAgent wykrada dane znak po znaku przez statyczne URL-e, a co gorsza — nadużywa pamięci ChatGPT, by szpiegować przez kolejne sesje.
Dlaczego firmy tego nie widzą?
Cały atak odbywa się po stronie infrastruktury chmurowej OpenAI — nie w sieci firmowej. EDR, firewall, SIEM — żadne z klasycznych narzędzi tego nie wyłapie. Nie ma logów, nie ma śladu, nie ma sposobu na oszacowanie skali wycieku. Im więcej uprawnień dajemy agentom AI, tym bardziej stają się atrakcyjnym celem.
⚡ CO ZROBIĆ TERAZ?
Audyt konektorów AI — wyłącz integracje (Gmail, Drive, GitHub), które nie są niezbędne.
Osobne poświadczenia — agent AI nigdy nie powinien działać na koncie admina.
Loguj interakcje z AI — bez tego nie oszacujesz skali potencjalnego wycieku.
Nie automatyzuj decyzji o wysokiej stawce — finanse, HR i prawo wymagają ludzkiego nadzoru.
Agenci AI nie włamują się do systemów — dostają do nich zaproszenie. A potem robią dokładnie to, o co zostaną „poproszeni” — nawet jeśli proszący jest atakującym ukrytym w treści e-maila.